22. Wspomnienia
- Zostanie tu jak długo będzie chciała, czy Ci się to podoba czy nie! - usłyszałam głośny trzask drzwiami. Nie obudziłam się przez rozmowę rodziców. Do tego się już przyzwyczaiłam. Spadające krople deszczu odpijały się od szyby, niby nie głośno, a jednak nie mogłam dłużej spać. Kiedy chciałam wstać z łóżka, zakręcił mi się chwilowo obraz. Nie czułam się najlepiej. Było mi zimno, bolała mnie głowa. Posiedziałam kilka minut, po czym wstałam, zarzuciłam na siebie sweter i zeszłam do pokoju na dół. W kuchni siedziała moja mama. Była smutna.
- Cześć mamo. - powiedziałam z uśmiechem.
- Martyna. - odpowiedziała z pokerową twarzą.
- Co się dzieję? Pokłóciłaś się z tatą? - zapytałam, mimo wszystko znając odpowiedź. - Znów przeze mnie... - i tu zesmutniałam.
- Martyna. To nie tak. - udawała. - Jak Ci się spało?
- Dobrze. - powiedziałam i poszłam zrobić śniadanie. Jak jeszcze tu mieszkałam, robiliśmy je na zmianę. Z tego co pamiętam, teraz moja kolej. Gdy zrobiłam śniadanie i je zjadłam, nadal siadłam przy stole w jadalni. Był to niewielki pokój, w którym nie było nic nadzwyczajnego. A jednak uwielbiałam tam przebywać. Na jednej ze ścian znajdowało się duże okno, a pod nim, na podłodze stało kilka kwiatów w doniczkach. Bez, róża i różnorodne kolory tulipanów. Lubię tulipany. Wisiało też kilka obrazów, głównie jakiś krajobrazów... Widok z okna był niesamowity! Dom moich rodziców znajdował się na wzgórzu, dlatego niemal z każdego okna widać było miasto z góry. Przypomniała mi się lekcja w 6 klasie. Mieliśmy malować nasze rodzinne miasto z lotu ptaka. Tu jednak najbardziej mi się bardziej podobało, niż na malunku. Kiedy byłam mała przesiadywałam w jadalni całe dnie! Zawszę trudno było wyciągnąć mnie z tego pokoju. Dom był bardzo duży. Zawszę wydawało mi się, że jest za duży dla trzech osób. Wiele pokoi było nie używanych. Kiedy się wyprowadziłam moi rodzice zostali w nim sami. Właściwie można powiedzieć, że mieszkała w nim moja mama, bo jeszcze do niedawna tata pracował do późnych godzin, więc bywał gościem we własnym domu.
- Nad czym tak myślisz? - spytała zaciekawiona.
- Nad niczym. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- A powiedź mi, kim jest ten chłopak, z którym wczoraj przyjechałaś.
Uśmiechnęłam się.
- To Piotrek. Mój chłopak, a właściwie... - nie dokończyłam.
- To już nie jesteś z Marcinem? - zdziwiła się moja mama.
- Nie, nie jestem. - udawałam smutek.
Mama nie wiedziała jeszcze o niczym. O tym co mi zrobił, że jest w więzieniu. O tym, że ja i Piotrek jesteśmy zaręczeni i o tym, że jestem w ciąży. Zdałam sobie również sprawę, że będzie to powód do kolejnej kłótni z ojcem. Bardzo lubił Marcina. Planował już przyszłość właśnie z nim. Obaj zgadzali się w kwestii, że najpierw trzeba zając się karierą, a dopiero później myśleć nad dziećmi. Dzielili wspólną pasję... Za to mama, ona zawszę chciała dla mnie jak najlepiej. Wiedziała, że Marcin jest nie dla mnie. Matczyna intuicja, jak to mawiają. Dopiero później też zdałam sobie sprawę nad Marcinem, że nie pasuje do mnie... Mama zawszę mówiła, że zrobię tak jak będę chciała. Wiedziałam, że również pragnęła, żebym miała dobrą przyszłość, że jej marzenia były także związane z marzeniami ojca. Dzięki niej mam teraz to wszystko. Gdyby nie ona nie poznałabym Piotrka. Chociaż często nie zgadzałyśmy się pod wieloma względami, za to właśnie jestem jej najbardziej wdzięczna. To ona pozwoliła mi być ratownikiem, gdy ojciec był na mnie w tej chwili zły.
- No to opowiadaj kim jest Piotrek, jak się poznaliście. - ucieszyła się.
- Może opowiemy Ci razem. - zaśmiałam się.
- No dobrze, w takim razie będę czekać do wieczora. - zażartowała.
- Dzisiaj wieczorem przyjedzie, więc będzie idealna okazja!
- Ale trafiłam. - mama również się zaśmiała.
Panowała teraz cisza. Mama przyglądała mi się przez jakiś czas, po czym, powiedziała.
- Kiedy Ty tak urosłaś? - wzruszyła się.
- Mamo, tylko nie płacz. - wstałam i podeszłam do jej krzesła aby ją przytulić.
- Pamiętam jeszcze jak siedziałaś tu przy oknie i niemalże gapiłaś się tam w dół, na Warszawę.
- Kiedy dzisiaj tu przyszłam też mi się to przypomniało. Pamiętam dobrze jak mówiłaś, żebym usiadła na kocu, bo się przeziębię, a ja nigdy nie słuchałam.
- Jeszcze do dzisiaj jesteś taka niegrzeczna. - żartowała.
- Ciekawe po kim to mam!
Reszta dnia mijała spokojnie. Razem z mamą wybrałyśmy się na spacer do sklepu. Po drodze spotkaliśmy wiele znanych mi osób. Większość znała mnie z dzieciństwa. Dziwne, że po tylu latach mnie zapamiętali. Nie byłam jakaś specjalna. Zdarzyło się też kilka osób, które kojarzyły mnie jako ratownika. Miło jest kiedy ludzie na Twój widok uśmiechają się... W czasie drogi powrotnej poczułam się źle. Rozbolał mnie brzuch i głowa.
- Wszystko w porządku? -zapytała mama.
- Tak, tylko boli mnie głowa i brzuch...
Do domu wróciliśmy po dobrej godzinie. Nie byłam w stanie nic zrobić. Położyłam się na kanapie w salonie. Myślałam, że ból głowy przejdzie sam. Niestety ból stawał się coraz silniejszy i zmuszona byłam wziąć tabletkę przeciwbólową. Chwilę później przyjechał Piotrek.
- Martyna jest w salonie, źle się czuje. - słyszałam rozmowę mamy z Piotrkiem.
Podszedł do kanapy, usiał na brzegu i położył swoją rękę na moim brzuchu.
- Co się dzieję? - mówił bardzo cicho.
- Nic takiego, chyba się przeziębiłam.
Piotrek dotknął moją głowę.
- Masz gorączkę. - powiedział wyjmując telefon z kieszeni.
- Gdzie dzwonisz? - zapytałam.
- Do Wiktora.
- Nie ma takiej potrzeby, nie przesadzaj, od gorączki doktora wzywać... Poza tym, do jutra mi przejdzie. - powiedziałam trzymając go za rękę.
- A jeśli nie? Nie będziemy czekać.
- A jeśli nie, to jutro pojedziemy. Czuję się już lepiej.
Udało mi się przekonać Piotrka. Poszliśmy do góry i położyliśmy się na łóżku. Oparłam głowę o ramię Piotrka. Po kilku minutach moja mama przyniosła nam herbatę.
- Dziękuję. - powiedziałam.
Mama spojrzała na Piotrka i uśmiechnęła się.
- Masz jutro wolne? - spytałam chłopaka.
- Tak.
- Może zostaniesz na noc? - zaproponowałam.
- Jeśli mogę.
- Pewnie, że możesz.
Wtuliłam się w ramię Piotrka, a on nakrył mnie kocem. Po chwili zasnęłam.
21| Rozczarowanie
Nastawiłam budzik na 5:30 rano. Niechętnie wstałam i poszłam do łazienki się ubrać. Z szafy wyciągnęłam koszulkę i spodnie, które leżały na wierzchu. Uczesałam włosy w kitkę i lekko się pomalowałam. Spojrzałam na swój brzuch. Był już lekko zaokrąglony. Pomyślałam, że niedługo będę musiała kupić ubrania ciążowe.
Podeszłam do okna w kuchni. Było jeszcze ciemno. Sama myśl o chłodnym dniu przyprawiała mnie o dreszcze... Próbowałam obudziłam Piotrka. Nie należy to do łatwych rzeczy, bo jest strasznym śpiochem. Po 5 minutach w końcu mi się to udało. Byłam już prawie gotowa więc postanowiłam poczekać na niego przed domem. Ubrałam buty i wyszłam. Stałam na chodniku, koło samochodu. Wszędzie było pusto i cicho. Na kałużach widać było spadające krople deszczu.
- Co tak sama stoisz? - zapytał całując mnie w czoło Piotrek.
- Czekam na Ciebie. - uśmiechnęłam się.
- Jedziemy?
- Jedziemy. - powiedziałam mniej chętnie.
W czasie jazdy patrzyłam na spływające krople deszczu na szybie. Spoglądając na ulicę widziałam ponure drzewa. Niedługo jesień, pomyślałam. Coraz bliżej wrzesień, już coraz więcej będzie chłodnych dni. Nie przepadam za deszczowymi dniami w pracy. Jest wtedy ponuro i smutno.
W stacji spotkaliśmy Wiktora.
- Cześć doktorze. - powiedział Piotrek.
- Dzień dobry Piotr. - odpowiedział. - Spóźnieni 5 minut.
- Przepraszamy. - powiedziałam i poszliśmy się przebrać.
Chwilę później mieliśmy pierwsze wezwanie.
- Martyna sprzęt! - usłyszałam z ust Wiktora.
Wyszłam z karetki i zobaczyłam kawiarenkę. Kawiarenkę w którą wjechał samochód. W środku było pełno ludzi. Wszyscy krzyczeli "Tutaj! Chodźcie, szybko!" na nasz widok. Najpierw zajęliśmy się gorszymi przypadkami. Wiktor podszedł do chłopaka z zatrzymaną akcją serca.
- Martyna wezwij drugą karetkę. - rozkazał Wiktor.
- Tak jest. - odpowiedziałam i pobiegłam do radia. - Doktorze nie mają drugiej karetki. - odpowiedziałam po chwili, gdy wróciłam.
- Jak to nie mają? - zdenerwował się Wiktor.
- Wszystkie zajęte i nie wiedzą kiedy jakaś się zwolni.
- Dobra Martyna, idź zobacz co u innych, my z Piotrem sobie poradzimy. - powiedział po chwili namysłu.
Sytuacja była bardzo napięta. Wszyscy wołali o pomoc. Nie wiedziałam do kogo mam podejść. Spanikowałam. Podeszłam do starszej pani, która wyglądała źle.
- Wie pani jaki dzisiaj dzień? - zapytałam za względu na widoczny uraz głowy..
- 26 sierpnia. - odpowiedziała staruszka. - Gdyby nie ten wariat nic by się nie stało! - zaczęła krzyczeć.
- Proszę pani, niech się pani uspokoi. - powiedziałam opatrując jej głowę.
- Ale jak mam się nie denerwować, skoro człowiek spokojnie sobie siedzi, aż tu nagle wjeżdża w Ciebie auto!
- Rozumiem, że jest pani zdenerwowana, ale to na prawdę jest teraz mało ważne. - powiedziałam stanowczo.
Kiedy obejrzałam się za siebie zobaczyłam kobietę w ciąży.
- Niech pani tu potrzyma. - wskazałam bandaż na głowie starszej pani i podbiegłam do poszkodowanej. Jej tętno było prawie niewyczuwalne, nie oddychała.
- Doktorze tutaj! - zawołałam.
- Martyna teraz nie mogę! Musisz poradzić sobie sama! - krzyknął Wiktor.
Teraz nie tylko ŻYCIE kobiety, ale i dziecka zależało ode mnie. Musiałam działać szybko...
- Doktorze! - zawołałam Wiktora z drugiego końca korytarza. - Chciałam dowiedzieć się czegoś na temat zdrowia tej kobiety w ciąży?
- Dobrze się spisałaś Martyna. - pogratulował mi Wiktor. - Gdyby nie ty dziecko by nie przeżyło.
- Czyli, że wszytko w porządku? - chciałam się upewnić.
- Tak Martyna, wyjdą z tego. - uśmiechnął się.
Ucieszyłam się. Uratować jedno życie to ogromna radość, co dopiero dwa. Korytarzem przechodził Piotrek.
- Spisałaś się na medal. - powiedział z uśmiechem, po czym pocałował mnie w policzek.
- Piotrek, ja? Ja czuje się niesamowicie! - tętniłam radością.
- Dobra, dobra Martyna. - zaśmiał się. -Wiem jak to jest, ale opanuj się trochę. - powiedział i poszedł dalej.
Stałam chwilę uśmiechając się sama do siebie...
W ciągu tego dnia mieliśmy jeszcze kilka wyjazdów. Dzień leciał mi bardzo wolno. Pewnie przez pogodę, pomyślałam. Padało cały czas, bez przerwy. Wydawać się mogło, że już nigdy nie przestanie. Na dodatek zaczęło mocno wiać, dlatego na każdym wyjeździe było mi strasznie zimno, co skutkowało przeziębieniem.
Po godzinnej podróży wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Widok rodzinnego domu wywoływał w mojej głowie wiele wspomnień. Dobrych, jak i złych. Myślałam o dzisiejszym spotkaniu. O tym jak powita mnie mój ojciec. Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu, zresztą nigdy nie mieliśmy. Zawszę kłóciliśmy się o drobne rzeczy. Kiedy zdecydowałam się pójść na ratownika było jeszcze gorzej. Ciągle wypominał mi jaka jestem nieodpowiedzialna, że to zawód nie dla mnie. Chociaż raz w życiu chciałam postawić na swoim.
- Martynka! - usłyszałam z okna.
Była to moja mama. Kiedy spojrzałam na nią przypomniało mi się dzieciństwo, kiedy bawiłam się w ogródku i zawszę wołała mnie do domu, właśnie przez to okno. Łza zakręciła mi się w oku.
Niestety moje uradowanie nie potrwało zbyt długo. Kiedy weszłam do domu spotkałam ojca.
- A co Ty tutaj robisz? - powiedział zdziwiony..
- Przecież chciałeś, żebym przyjechała. - powiedziałam ze znikającym uśmiechem z mojej twarzy.
- Nie potrzebuję Twoich odwiedzin. - w jego głosie było słychać oburzenie.
- Mama powiedziała, że czekasz aż przyjadę. - posmutniałam.
- No to może ona, ale na pewno nie ja! - krzyknął. - Skoro przyjechałaś to możesz tak samo wracać!
Zrobiło mi się strasznie smutno. Wzięłam Piotrka za rękę i wyszłam z mieszkania. Nic nie mówił, przyglądał mi się tylko z smutnym wyrazem twarzy.
- Martynka zaczekaj! - poczułam rękę na moim ramieniu, była to moja mama.
- Wymyśliłaś to wszystko, prawda? - zapytałam ze łzami w oczach.
Moja mama nic nie odpowiedziała. Spojrzała na mnie swoimi niebieskimi oczyma, jakby chciała dać mi coś do zrozumienia.
- Lepiej będzie jak pojadę. - uznałam.
- Proszę Cię, zostań. Przecież wiesz jaki jest ojciec, tak dawno Cię nie widziałam. Nie jechałaś tu, żeby teraz wrócić.
- Twoja mama ma rację. - wtrącił się Piotrek.
- Dobrze zostanę. - powiedziałam po chwili namysłu.
Przecież mam jej tak dużo do opowiedzenia.Poszłam do swojego starego pokoju się rozpakować. Słyszałam tylko jak moi rodzice kłócą się z mojego powodu.
- Nie przejmuj się. - Piotrek mnie pocałował. - Przyjadę jutro po dyżurze.
- Uważaj na siebie. - powiedziałam i go pocałowałam.
Odprowadziłam Piotrka do drzwi i wróciłam do pokoju.
Było już późno. Poszłam wziąć szybki prysznic. Kiedy wyszłam, wszyscy w domu już spali. Również się położyłam. Niestety męczyły mnie silne bóle brzucha...
Po jakiś dwóch godzinach leżenia, bóle nasiliły się. Wzięłam telefon do ręki. Była już 2 w nocy. Nie zastanawiając się nad późną godziną i tym, że Piotrek już dawno śpi, zadzwoniłam do niego.
- Halo? - usłyszałam nieobecny głos Piotrka.
- Piotrek. - wyszeptałam z bólu.
W tym momencie słychać było już jego żywy głos.
- Co się stało? - zapytał zaniepokojony.
Z bólu nie mogłam nic powiedzieć.
- Martyna jesteś tam?
- Piotrek, mój brzuch. - powiedziałam z płaczem.
- Martyna uspokój się, nie możesz się denerwować. - doskonale wiedział już o co chodzi. - Pomyśl o naszym dziecku. Jakie będzie piękne. - starał się mnie uspokoić. - Już niedługo pojedziemy na zakupy, kupimy wszystkie potrzebne rzeczy. Nie myśl już o niczym, zamknij oczy i spróbuj zasnąć, wyobraź sobie, że leże tam obok Ciebie.
Piotrek mówił bardzo spokojnie i czuło, po kilku minutach słuchania jego głosu, udało mi się zasnąć.
20| Wolny dzień.
Obudziłam się i zobaczyłam Piotrka leżącego obok mnie. Bawił się moim włosami. Uśmiechnęłam się.
- Czemu już nie śpisz? - zapytałam uśmiechnięta.
- Jakoś nie mogłem znów zasnąć. Jesteś głodna? - powiedział Piotrek.
- Troszkę, może jajecznica? - zaproponowałam.
- Ale mi pomożesz! - zaśmiał się..
Uśmiechnęłam się, co znaczyło, że się zgodziłam. Piotrek poszedł szybciej ode mnie. Kiedy wstawałam, poczułam kolejny silny skurcz. Złapałam się za brzuch. Akurat w tym momencie Piotrek spojrzał na mnie.
- Martyna co jest? - spytał zaniepokojony, po czym do mnie podbiegł.
Złapał mnie w pasie. Nie mogłam nic zmyślić, bo przecież domyśliłby się.
- Nie, nic, to tylko skurcz. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Tylko skurcz? Usiądź. - powiedział i pomógł mi usiąść na łóżku.
- Może pojedziemy do lekarza? - zapytał.
- Nie ma takiej potrzeby.
Okłamywałam samą siebie. Takie skurcze nie są normalne w ciąży. Z tego co powiedział lekarz, miałam je po prostu z nerwów, ale teraz nie mam takich powodów.
- Już przeszło. - powiedziałam do Piotrka. - Co z tą jajecznicą?
Chciałam odwrócić uwagę Piotrka od tej rozmowy.
- Już idę robić. - zaśmiał się.
Siedziałam jeszcze chwilę. Po kilku minutach poszłam do kuchni.
- Mmm... Jak tu ładnie pachnie! - powiedziałam wchodząc. - Może Ci w czymś pomóc?
- Możesz zrobić kilka kanapek. - uśmiechnął się Piotrek, a ja pocałowałam go w policzek.
Wyciągnęłam masło i pomidora z lodówki Przyszykowałam kanapki i postawiłam na stole.
- A może tym razem zjemy na tarasie? - zaproponowałam.
Była bardzo ładna pogoda. Świeciło słońce, a lekkie powiewy był idealne, aby zjeść na zewnątrz. Kiedy Piotrek skończył przyrządzać swój specjał, zaniosłam talerze na stół. Nalałam jeszcze soku pomarańczowego do szklanek i wszystko było gotowe. Zajęliśmy miejsca na przeciwko siebie i zjedliśmy śniadanie. Naprawdę było pyszne! Jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrej jajecznicy!
- Czemu nie zostałeś kucharzem? - zapytałam Piotrka.
- Chyba po prostu nie chciałem. - odpowiedział z uśmiechem. - Nie poznałbym wtedy Ciebie.
Kiedy to usłyszałam, wstałam i postawiłam krzesło koło Piotrka, po czym usiadam. Przytuliłam i pocałowałam go, co on odwzajemnił.
- Za pół godziny jedziemy. - powiedział chłopak.
- Gdzie jedziemy? - spytałam zaciekawiona.
- No... zobaczysz . - uśmiechnął się.
Wstałam i poszłam się ubrać. W szafie znalazłam śliczną, jasnoróżową, jedwabną sukienkę. Nawet nie pamiętam skąd ją mam. Włożyłam ją na siebie i chwilę później byłam już gotowa. Poszłam do łazienki, przemyłam twarz, ułożyłam włosy w koka i podeszłam do Piotrka.
- To co, jedziemy? - powiedziałam.
- Jasne! - odpowiedział Piotrek i dał mi dość duży koszyk.
Spojrzałam do środka. Było w nim mnóstwo owoców.
- Jakiś piknik? - zażartowałam.
- Zobaczysz na miejscu. - uśmiechnął się.
Poszliśmy do samochodu. Jechaliśmy około 40 minut. W tym czasie, próbowałam namówić Piotrka, aby powiedział mi gdzie jedziemy. Niestety bezskutecznie. Mówił, że to niespodzianka i nie chciał nic powiedzieć. Byłam bardzo ciekawa miejsca, które jest takie tajemnicze. Kiedy byliśmy już na miejscu, Piotrek wyciągnął z samochodu koszyk i zasłonił mi oczy ręką. Kompletnie nic nie widziałam, nawet gdzie idziemy. Poczułam jedynie śliczny zapach. Przypominał mi zapach kwiatów. Był cudowny, lekki i delikatny.
- Jak Ci się podoba? - powiedział z uśmiechem Piotrek, zabierając dłonie.
Powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam piękną łąkę z tysiącami kwiatów. Czerwone, fioletowe, żółte i białe, rosły na przemian, tworząc szachownicę. Było też kilka drzew, które dawały idealny cień. Lekki wiatr poruszał moimi włosami, a słońce świeciło coraz mocniej.
- Piotrek... tu... tu jest cudownie! - powiedziałam pod wrażeniem.
- Tak myślałem, że Ci się spodoba. - pocałował mnie.
Rozłożyliśmy koc na trawie i położyliśmy się na nim. Oboje patrzeliśmy w niebo, rozmawiając. Zjedliśmy kilka owoców i po kilku minutach poszliśmy się przejść. Trochę kropiło. W pewnym momencie Piotrek złapał mnie w pasie i powiedział - Bardzo się cieszę, że będziesz moją żoną i jesteś w ciąży.
- Piotruś, ja też się cieszę! - odpowiedziałam radośnie.
Po moich słowach, chłopak pocałował mnie co ja odwzajemniłam. Staliśmy tak długo, kiedy niespodziewanie zaczął padać deszcz. Mocno padać. Zaczęliśmy się śmiać i po chwili podbiegliśmy pod drzewo. Mimo, że byliśmy cali mokrzy, było bardzo romantycznie. W rezultacie pogody, zauważyłam tęczę.
- Scena jak z filmu, a mówią, że takie rzeczy się nie zdarzają. - zaśmiałam się.
- Brakuję jeszcze czegoś. - powiedział Piotrek i zaczął mnie całować.
Czułam się jak w prawdziwej bajce.
Wróciliśmy do domu. Nic wielkiego dzisiaj nie robiliśmy, jednak czułam się zmęczona. Poszłam do łazienki się odświeżyć. Wzięłam szybki prysznic. Nagle usłyszałam dzwoniący telefon.
- Piotrek odbierzesz?! - krzyknęłam.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, a telefon nadal dzwonił.
- Piotrek! - krzyknęłam zirytowana.
Doszłam do wniosku, że to ja muszę odebrać ten telefon. Zawinęłam się w ręcznik i poszłam odebrać.
- Tak słucham? - był to Wiktor.
- Martyna, musisz przyjść jutro z Piotrem na 6 rano. Jeden z ratowników zachorował. - powiedział.
- Tak jest doktorze! - zaśmiałam się.
- Do jutra.
- Do widzenia. - Wiktor się rozłączył.
Poszłam do łazienki się ubrać. Kiedy wyszłam zaczęłam szukać Piotrka. Jakby zapadł się pod ziemię, nigdzie go nie było. Nagle otworzyły się drzwi wejściowe i zobaczyłam Piotrka z zakupami w ręku.
- Gdzie ty byłeś? - lekko się zezłościłam.
- Poszedłem kupić coś na kolację. - powiedział z uśmiechem.
- Ale ty mnie lubisz denerwować. - powiedziałam.
Uśmiechnął się jeszcze raz i pocałował mnie w czoło.
- Dzwonił Wiktor. Jutro mamy dyżur na 6.
- Wiem do mnie też dzwonił.- odpowiedział Piotrek, idąc do kuchni.
Kiedy chłopak robił kolację, powiedziałam mu, że jutro po dyżurze muszę pojechać do rodziców na parę dni. Wcześniej rozmawiałam już z Wiktorem o kilka dni wolnego...
Kolacja była pyszna, zresztą jak każda potrawa zrobiona przez Piotrka.
19| Szczęśliwy dzień
Obudziłam się bardzo wcześnie. Coś nie dawało mi spać. Towarzyszyło mi dziwne uczucie, jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Czułam, że coś się dzisiaj wydarzy. O dziwno miałam też dobry humor. Nie myślałam o problemach, o Piotrku. Dyżur mieliśmy dopiero na 10, więc miałam dużo czasu wolnego. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Uczesałam włosy w koka i ubrałam się w zwiewną, kremową sukienkę. Kiedy zrobiłam ze sobą porządek, poszłam przygotować śniadanie. Zrobiłam pyszne naleśniki. Usiadłam przy stole, w kuchni, kiedy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam zobaczyć kogo niesie o tak wczesnej porze. Była to Karolina. Zdziwiłam się, bo miała wrócić dopiero popołudniu.
- Cześć - powiedziałam - Nie miałaś wrócić później?
- No miałam, ale jestem wcześniej - odpowiedziała promiennie - A tak w ogóle to cześć - zaśmiała się.
Poszłyśmy do kuchni. Poczęstowałam Karolinę moim śniadaniem i wyszło na to, że się nie najadłam. Trzeba przyznać, że mam ostatnio duży apetyt. Rozmawiałyśmy prawie 40 minut.
- Widzę, że masz dobry humor! Co się stało? - zapytała zaciekawiona.
- Tak jakoś, mam wrażenie, ze dzisiaj coś się stanie - uśmiechnęłam się.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, więc zaczęłam przeglądać strony z ubrankami dla dziecka. Jeszcze nie wiem, czy wolałabym chłopca czy dziewczynkę. Bezsensowne wchodzenie na różne strony zajęło mi ponad godzinę. Musiałam już prawie wychodzić. Poszłam jeszcze do kuchni napić się soku z pomarańczy i za raz wyszłam. Była ładna pogoda, więc postanowiłam się przejść. W drodze do szpitala zauważyłam Adama. Bardzo się zdziwiłam, bo chłopak ma dzisiaj wolne. Pomyślałam, że może czegoś zapomniał. Doszłam w niecałe 20 minut. Kiedy byłam koło drzwi do naszego pokoju, czułam się jakoś dziwnie. Nikt się nie kręcił. Było też dziwnie cicho.
Kiedy otworzyłam drzwi do pokoju, moim oczom ukazał się niecodzienny widok. Ratownicy stali w grupce, koło drzwi, a Wiktor uśmiechał się inaczej niż zawszę. Całe pomieszczenie było udekorowane białymi balonami. Kiedy się obróciłam, zobaczyłam Piotrka. Był w garniturze.
- Przepraszam Cię za wszystko - kiedy to powiedział, z kieszeni wyciągnął małe, czerwone pudełeczko. W tej chwili z moich policzków spłynęły łzy.
- Martyna, zostaniesz moją żoną? - powiedział.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Tak! - powiedziałam, a Piotrek wsunął mi pierścionek na palec. Był śliczny. Zawsze o takim marzyłam.
Rzuciłam mu się na szyję. Piotrek złapał mnie w pasie i zakręcił dookoła. Kiedy już mnie postawił, pocałował mnie. - Tak myślałam, że dzisiaj coś się wydarzy - uśmiechnęłam się.
Zapomniałam o tym całym, śmiesznym zakładzie. Był już nieistotny. Podszedł do nas Wiktor. Pogratulował nam. Byłam w wielkim szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Rozmawialiśmy przez kilka minut, kiedy dostaliśmy wezwanie. Po krótkiej chwili byliśmy na miejscu. Widziałam, że Piotrka coś rozpraszało.
- Piotr, w pracy jesteś, skup się - powiedział spokojnie Wiktor.
Dzisiejszy dzień na pewno należał do dziwnych. Oczywiście pod dobrym względem. Najzabawniejszym momentem na dyżurze, był Wiktor w czasie akcji. Próbował powstrzymywać się przed poganianiem nas. Wychodziło mu to zabawnie, więc nie mogłam przestać się uśmiechać...
Już dawno nic tak nie przykuło mojej uwagi, jak złoty pierścionek na moim palcu. Nie był z wielkimi brylantami. Był skromny, idealny dla mnie.
Była godzina 19. Kiedy się przebrałam, zobaczyła czekającego Piotrka. Uśmiechnęłam się i podeszłam.
- Na co czekasz? - zapytałam.
- Na Ciebie - powiedział i pocałował mnie w policzek.
Złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę wyjścia.
- To co Martynka, jedziemy do domu? - zapytał z radością chłopak.
- Musimy jeszcze podjechać po moje rzeczy - uśmiechnęłam się.
- No to wsiadaj - Piotrek otworzył mi drzwi od samochodu.
Po 10 minutach byliśmy pod blokiem Karoliny. Weszłam do jej mieszkania i zaczęłam się pakować. Kiedy już prawie skończyłam, dziewczyna podeszła do mnie.
- To co, zostawiasz mnie? - zaśmiała się.
- Mam nadzieję, że mi wybaczysz - również się zaśmiałam.
- Oczywiście, że wybaczę. Cieszę się, że już się pogodziliście.
Pokazałam pierścionek Karolinie. Była zaskoczona.
- Piękny, gratuluję! - przytuliła mnie.
W tym momencie przyszedł Piotrek.
- Pomóc Ci? - zapytał.
- Jak byś mógł - powiedziałam.
- Pewnie, że mogę - odpowiedział i wziął ode mnie walizkę.
Kiedy wyszedł, powiedziałam do Karoliny:
- Muszę powiedzieć mu o ciąży, jak myślisz jak zareaguję? - zapytałam.
W tym momencie dziewczyna zachowywała się trochę dziwnie.
- Ucieszy się - uśmiechnęła się.
- Jesteś pewna?
- No jestem, a teraz już idź - przytuliła mnie na pożegnanie.
Pożegnałam się i wyszłam. Po 15 minutach byliśmy w domu. W naszym domu! Ucieszyłam się, bo szczerze mówiąc niewygodnie było mi na kanapie u Karoliny. Marzyłam tylko o łóżku. Piotrek otworzył mi drzwi od samochodu i poszedł po walizki.
- Bardzo miło z twojej strony - powiedziałam.
Nic nie odpowiedział, tylko podszedł i pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się. Weszliśmy do środka. Usiadłam na kanapie. Po chwili przyszedł Piotrek. Przytulił mnie.
- Brakowało mi Ciebie - powiedział.
- Mi Ciebie też! - odpowiedziałam - Muszę Ci coś powiedzieć.
W tym momencie Piotrek położył rękę na moim brzuchu.
- Wiem, że jesteś w ciąży - powiedział i mnie pocałował.
Bardzo się zdziwiłam, przecież mu nie mówiłam.
- Kto Ci powiedział? - zapytałam.
- Karolina.
Może to i lepiej, pomyślałam. Przynajmniej ja nie musiałam się trudzić. Pocałowałam Piotrka i poszłam się odświeżyć. Po kilku minutach wyszłam z łazienki, a na stole zobaczyłam kolację przy świecach. Brakowało mi tego pysznego jedzenia! Usiadłam i za chwilę przyszedł Piotrek. Kiedy zjedliśmy, chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Po kilku minutach spaliśmy jak susły...
18| Przygotowania
Chwilę później podbiegła do mnie Zosia. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy o ciąży. Przecież mogłaby powiedzieć Wiktorowi, albo gorzej, Piotrkowi. Na razie nie chce im mówić. Wymyśliłam szybko wymówkę.
- Martyna co się stało? - zapytała Zosia.
- Nic - powiedziałam - Po prostu rozbolał mnie brzuch.
Dziewczynka pomogła mi dojść do najbliższej ławki. Po chwili bólu już nie czułam. Zosia nalegała, abym poszła do lekarza, jednak ja nie miałam ochoty tam iść. Po kilku minutach jej ciągłego namawiania mnie, w końcu się zgodziłam.
- Po kim ty jesteś taka uparta? - zaśmiałam się.
- Chyba po tacie - powiedziała żartobliwie Zosia.
Chwilę później dziewczynka pożegnała się jeszcze raz i poszła. Nie chciałam okłamać Zosi, dlatego poszłam w stronę szpitala. Nie było to daleko. Zaledwie 20 minut pieszo. W gabinecie nikogo nie było więc weszłam. Opowiedziałam lekarzowi dlaczego tu przyszłam. Zrobił mi USG i stwierdził skurcze.
- Trochę mnie to niepokoi. Zostawimy panią na obserwacji w szpitalu - powiedział.
- Ale czy to konieczne? -przeraziłam się.
- Nie jest to konieczne. Mogę puścić panią do domu, jednak nie może się pani denerwować i dużo odpoczywać - zaproponował lekarz.
Nie chciałam zostawać w szpitalu, dlatego zgodziłam się odpocząć.Tylko jak tu się nie denerwować? Po kilku minutach wyszłam z gabinetu. Poszłam w stronę mieszkania Karoliny. Po 30 minutach byłam już pod blokiem. Zgłodniałam więc poszłam do kuchni zjeść obiad, a raczej obiadokolacje. Przez to całe zamieszanie straciłam prawie cały dzień Na dodatek mam jutro dyżur na 6 rano. Po posiłku poszłam do łazienki się odświeżyć. Zajęło mi to prawie pół godziny.Wyszłam i poszłam do pokoju, w którym spałam. Położyłam się i zasnęłam.
Obudziłem się wcześnie. Zegarek wskazywał 4:30. Chciałem spróbować jeszcze zasnąć, lecz mi się nie udało. Leżałem przez pół godziny myśląc o Martynie. Bez niej, w tym domu jest pusto. Jednak większość myśli kierowała się ku jutrzejszego dnia. Przecież jutro mam się oświadczyć!
W końcu wstałem i poszedłem się ubrać. Miałem jeszcze dość dużo czasu, więc zjadłem śniadanie. Była już 5:40. Musiałem wychodzić. Ubrałem buty i wziąłem kurtkę z wieszaka ze względu na deszczową pogodę.
Kiedy byłem pod szpitalem zauważyłem Martynę. Podbiegłem do niej.
- Cześć Martynka - powiedziałem, jednak dziewczyna nic nie odpowiedziała - Dasz zaprosić się na kolację?
Miałem nadzieję, że się zgodzi, gdyż właśnie na niej miałem się oświadczyć.
- Nie dzięki - odpowiedziała niechętnie, po czym poszła.
Musiałem wymyślić inny sposób. Po dyżurze pojechałem do jubilera. Wybór pierścionka okazał się trudniejszy niż się spodziewałem. Wielkość nie sprawiała problemów, gdyż może okazać się to śmieszne, ale Martyna i ja mamy taką samą grubość palców. Po prawie 40 minutach wybrałem idealny pierścionek dla Martyny. Pojechałem jeszcze w jedno miejsce i wróciłem do domu.
17| Przeprosiny
Kiedy wychodziłem, Karolina złapała mnie za rękę i powiedziała - Miałam Ci tego nie mówić, ale... - w tym momencie przerwała.
- Ale? - byłem ciekawy.
- Ona jest w ciąży - powiedziała cichszym głosem.
Na początku myślałem, że żartuje. Nawet zacząłem się śmiać. Dopiero kiedy dziewczyna spojrzała na mnie z powagą sytuacji, trochę do mnie to dotarło.
- Ty mówisz poważnie? - zapytałem.
- Czy ja wyglądam jakbym żartowała? - lekko się zdenerwowała.
Nie odpowiedziałem, Karolina sama się domyśliła. Nie potrafiłem w to uwierzyć. Nie wyobrażałem sobie całej tej sytuacji. Wszedłem z powrotem do salonu i usiadłem na fotelu. Porozmawiałem jeszcze przez chwilę z Karoliną. Powiedziała mi, że trudno będzie odzyskać zaufanie Martyny. Po 10 minutach wyszedłem. Zadzwoniłem do Adama. Chcę spotkać się z nim i porozmawiać. Umówiliśmy się w barze, gdzie byłem z Martyną na piwie. Po chwili byłem już na miejscu. W tym samym czasie zobaczyłem Adama siedzącego przy stoliku. Wszedłem do środka i usiadłem obok.
- Cześć - powiedziałem.
- Cześć, coś się stało? - zapytał, podnosząc kubek kawy.
- Właśnie, że się stało. Martyna jest w ciąży - powiedziałem niepewnie.
W tym momencie Adam zakrztusił się. Nie powinienem się z niego śmiać, ale trzeba przyznać, że wyglądało to komicznie.
- Co?! - powiedział dziwnym głosem.
- To co słyszałeś - odpowiedziałem ironicznie.
Przyszła kelnerka więc zamówiłem sok pomarańczowy.
- Stary nie wiem co mam powiedzieć - usłyszałem z ust Adama.
- Jak co? Powiedz mi jak ja mam ją przeprosić! - powiedziałem nieco głośniej.
- Nie mam pojęcia, ale mogę zadzwonić do Basi, może ona będzie wiedziała co zrobić, w końcu ona też jest kobietą. - zaproponował.
Nie było to złym pomysłem, gdyż Basia zawsze świetnie rozumiała Martynę. Adam zadzwonił po dziewczynę. W trakcie czekania na Baśkę, rozmawialiśmy o Martynie. Nie ukrywam, że bylem zły na Adama. Gdyby nie on i te jego durne zakłady, wszystko byłoby dobrze. Po 20 minutach przyszła Basia.
- Cześć chłopaki. Co jest? - powiedziała siadając koło Adama.
- Słuchaj - zaczął chłopak - Znasz dość dobrze Martynę?
- No tak - powiedziała.
- Jest taka sprawa. Kiedyś założyłem się z Piotrkiem, że będą razem z Martyną po dwóch tygodniach, no i Martyna teraz się o tym dowiedziała i jest wściekła. Możesz pomóc nam ją przeprosić? - powiedział.
- Jeśli mam być szczera to się jej nie dziwie..
- Ale to jeszcze nie wszystko - przerwał jej Adam - Martyna jest w ciąży.
W tym momencie Basi spojrzała na mnie.
- No co? - zapytałem onieśmielony.
- I ty o tym wiedziałeś? - powiedziała bardziej z musu, niż chęci.
- Pomożesz nam ją przeprosić, czy nie? - trochę się zdenerwowałem.
- Pewnie!
Przez około pół godziny Basia dawała różne pomysły na przeprosiny Martyny, jednak ja i Adam uważaliśmy je za niewystarczające. W końcu dziewczyna wpadła na pomysł.
- Dobra, to może jest poważna decyzja - powiedziała - ale jeśli ją kochasz, będziecie mieli razem dziecko, to może założycie rodzinę? - zaproponowała.
Nie rozumiałem wszystkiego do końca.
- Co masz na myśli? - zapytałem.
- Oświadcz się! - powiedziała głośniej.
Zdziwiłem się jej propozycją. Jeszcze nigdy nie myślałem nad takim poważnym krokiem w moim życiu.
Przecież z Martyną jesteśmy od 5 miesięcy, to nie za szybko? Po kolejnej rozmowie doszedłem do wniosku, że byłby to dobry pomysł. Rozmawialiśmy jeszcze przez kilka minut. Adam z Basią musieli już iść, a ja pojechałem do domu. Przemyślałem jeszcze raz wszystko i zdecydowałem, że jutro po dyżurze pojadę do jubilera po pierścionek zaręczynowy.
\
Kiedy wracałam do domu, zadzwonił telefon. Była to moja mama, odebrałam.
- Cześć mamo - powiedziałam.
- Cześć Martyna, coś się stało? - zapytała z lekkim niepokojem.
- Nic takiego, po prostu jestem zmęczona - skłamałam - Co z tatą?
- Jutro wychodzi ze szpitala, pytał się kiedy przyjedziesz?
- Wątpię czy mu na tym zależy - odpowiedziałam złośliwie.
- Martynka, nie mów tak, przecież wiesz, że ojciec Cię kocha - usłyszałam.
- To w takim razie wytłumacz mi jego zdanie na temat ratownictwa.
- Przesadzasz, po prostu uważa, że nie nadajesz się do tej pracy.
Nie chciałam już rozmawiać na ten temat.
- Przyjadę w sobotę - odpowiedziałam i rozłączyłam się bez pożegnania.
Po tej rozmowie było mi jeszcze bardziej smutno. Miałam ochotę powiedzieć komuś o ciąży, najlepiej Piotrkowi. Tylko czemu skoro nie chce mnie widzieć? Przynajmniej tak myślałam. Nic mi się nie układało. W końcu doszłam do bloku, w którym mieszka Karolina. W środku nikogo nie zastałam. Zdziwiłam się, bo dziewczyna miała być w domu. Znalazłam kartkę na lodówce, była od Karoliny. Napisała w niej, że musi pojechać do siostry i wróci dopiero jutro popołudniu. Spojrzałam na zegarek w kuchni. Była 15:30. Ze względu na wolny czas poszłam na spacer. Poszłam do parku, niedaleko domu Piotra. Kiedy szłam wzdłuż rzeki spotkałam Zosie. Zdziwiłam się, bo powinna być jeszcze w szkole.
- Cześć Zosia - powiedziałam udając szczęśliwą.
- Martyna? - zdziwiła się dziewczynka - Co ty tu robisz? - uśmiechnęła się.
- Wyszłam na spacer, a ty nie powinnaś być jeszcze w szkole? - zapytałam.
- Odwołali nam ostatnią lekcję - powiedziała - Czemu jesteś sama?
- Trochę się pokłóciliśmy z Piotrkiem.
- Mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze - uśmiechnęła się - Muszę już iść.
- Cześć Zosiu - powiedziałam, a dziewczynka mnie przytuliła i poszła.
Poczułam, się nieco lepiej. Kiedy wracałam do domu poczułam ból. Złapałam się brzuch, a z moich oczu popłynęły łzy.
16| Obojętność
Był już wieczór. Położyłam się i myślałam o Piotrku. Czemu tak mnie oszukał? Czemu to zrobił? - zadawałam sobie mnóstwo różnych pytań. Przecież gdyby mnie kochał nie zrobiłby tego. Nie mogłam w uwierzyć. Czemu akurat teraz? Czemu mnie to wszystko spotyka. Zaczęłam płakać. Najgorsze jest to, że mimo co mi zrobił, tęsknie za nim. Tylko czemu, skoro jego miłość jest fałszywa? Nie rozumiałam uczucia, które mi towarzyszyło. Nagle poczułam ból brzucha.
- Jak mam się nie denerwować! - krzyknęłam.
Nie dawałam sobie z tym wszystkim rady. Ciąża, choroba taty i jeszcze Piotrek. Moje wszystkie uczucia były mieszane. Nie wiedziałam o czym mam myśleć.
Spojrzałam na telefon. Ponad 30 nie odebranych połączeń. Wszystkie od Piotrka. Nie chciałam z nim rozmawiać. Wysłałam mu sms'a i wyłączyłam telefon.
Byłam już zmęczona. Zasnęłam.
Próbowałem dodzwonić się do Martyny, ale nie odbierała. Nie wiedziałem co się z nią dzieje. W pewnej chwili usłyszałem sygnał sms'a. Szybko odblokowałem telefon i przeczytałem wiadomość. Była od Martyny. Napisała w niej, że zatrzyma się u koleżanki na kilka dni. Nie bardzo rozumiałem treść tej wiadomości. Po co miałaby nocować u koleżanki? Nagle przypominało mi się, że Martyna ostatnio mówiła o jakiejś koleżance, która przyleciała z Włoch do Polski. Zapamiętałem adres, gdyż na osiedlu mieszkał też Adam. Wziąłem kluczyki z szafki i pobiegłem do samochodu. Po kilkunastu minutach byłem na miejscu. Wbiegłem po schodach i zapukałem do drzwi. Otworzyła mi blondynka.
- Cześć, jest Martyna? - zapytałem z nadzieją.
- Tak jest - odpowiedziała obojętnie.
- Mogę wejść?
W tym momencie zobaczyłem Martynę ze łzami w oczach. Patrzyła na mnie ze smutkiem.
- Co się stało? - podszedłem do dziewczyny.
- A teraz "co się stało"? - powiedziała z szyderczym uśmiechem
Chciałem ją przytulić, ale się odsunęła.
- Co się stało? - powtórzyłem pytanie.
- Nadal masz odwagę pytać? - płakała - słyszałam wszystko!
- Co słyszałaś? - powiedziałem.
- Twoją rozmowę z Adamem - uśmiechnęła się sztucznie - słyszałam wszystko.
Wtedy domyśliłem się o co chodzi.
- Martynka to nie było na poważnie! Kocham Cię.
Pokręciła jedynie głową.
- Wyjdź stąd - powiedziała stanowczo.
- Martyna.
- Wyjdź stąd! - krzyknęła.
Można powiedzieć, że mnie prawie "wyrzuciła".
Nie wiedziałem, że Martyna weźmie to na poważnie. Gdybym pomyślał wcześniej! Pojechałem do domu.
Nie spałem prawie całą noc. Ciągle myślałem o Martynie. W końcu wstałem i poszedłem się ubrać. Zjadłem śniadanie i pojechałem do szpitala.
Była tam już Martyna, właśnie się przebrała.
- Martyna? - powiedziałem.
Nie zareagowała. Podszedłem do niej i złapałem za rękę. Obróciła się i spojrzała mi w oczy.
- Czemu tak się zachowujesz? - zapytałem - To Adam coś wymyślił, ja ten zakład traktowałem na żarty, nie na poważnie. I nie z tego względu z Tobą jestem - i tu dodałem cicho - lub byłem...
Nie odpowiedziała. Kiedy wychodziła zobaczyłem łzy spływające jej po policzku. W tej chwili wszedł Adam.
- Stary co jest z Martyną? - powiedział.
- Dowiedziała się o tym twoim zakładzie - powiedziałem z pretensjami.
- No to nie za fajnie.
- Człowieku! Ona wyprowadziła się tylko dlatego, że wtrąciłeś kilka swoich słów - krzyknąłem.
- To na co czekasz?! Zrób coś z tym, a nie mnie osądzasz! - również krzyknął.
- Łatwo powiedzieć.
Nagle wpadłem na pomysł. Po dyżurze chciałem pojechać do koleżanki Martyny i z nią porozmawiać.
W czasie dyżuru próbowałem wiele razy przeprosić Martynę. Bez skutku. Poszedłem do samochodu i pojechałem do Karoliny. Niechętnie mnie wpuściła.
Rozmawiałem z nią około pół godziny. Chyba ją przekonałem, że naprawdę kocham Martynę. Obiecała mi, że porozmawia z Martyną.
Kiedy miałem już wychodzić Karolina złapała mnie za rękę i powiedziała...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

